Katechezy Niedzielne

  • Uczynki miłosierne względem ciała – chorych nawiedzać

    Jednym z uczynków miłosierdzia względem ciała jest „chorych nawiedzać”. Sam Jezus powiedział: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25,36). W tych prostych słowach Chrystus pokazuje, że każda wizyta u człowieka chorego jest jednocześnie spotkaniem z Nim samym. Nie mówi: „uleczyliście Mnie” czy „usunęliście moje cierpienie”, ale: „odwiedziliście Mnie”. Oznacza to, że już sama obecność przy cierpiącym ma wielką wartość w oczach Boga. Słowa Jezusa skłaniają nas do postawienia kilku ważnych pytań. Kim jest człowiek chory? Dlaczego odwiedziny są dla chorego tak ważne? Jak możemy wypełniać ten uczynek miłosierdzia we współczesnym świecie? Czy naprawdę dostrzegamy Chrystusa w człowieku cierpiącym?

    Choroba jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń ludzkiego życia. Nikt jej nie planuje ani nie pragnie. Potrafi zmienić codzienne obowiązki, odebrać siły, ograniczyć samodzielność i sprawić, że człowiek zaczyna czuć się ciężarem dla innych. Często największym cierpieniem nie jest sam ból fizyczny, ale samotność. Wielu chorych przyznaje, że najbardziej boli ich nie choroba, lecz poczucie opuszczenia. Gdy przestają odwiedzać ich znajomi, a telefon milknie, rodzi się przekonanie, że nie są już nikomu potrzebni. Chorzy potrzebują nie tylko lekarstw i profesjonalnej opieki, ale również obecności drugiego człowieka, który poświęci im czas, wysłucha ich i okaże życzliwość.

    Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że największą chorobą współczesnego świata jest poczucie bycia niekochanym i niechcianym. Dlatego nie ograniczała swojej posługi jedynie do opatrywania ran i podawania lekarstw. Przede wszystkim dawała chorym swoją obecność, czułość i szacunek. Wiedziała, że człowiek potrzebuje nie tylko leczenia ciała, ale również miłości, która uzdrawia serce. Odwiedzanie chorych nie zawsze wymaga wielkich poświęceń. Czasem wystarczy kilka minut rozmowy, wspólna modlitwa, przeczytanie fragmentu Pisma Świętego, pomoc w codziennych obowiązkach czy zwykłe wysłuchanie drugiego człowieka. Nieraz największym darem jest cierpliwe milczenie i obecność. Chory nie oczekuje pięknych przemówień ani gotowych odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Pragnie przede wszystkim wiedzieć, że nie został zapomniany.

    Pan Jezus powiedział: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,35). Odwiedzanie chorych jest jedną z najpiękniejszych form takiej miłości. Wymaga czasu, cierpliwości i rezygnacji z własnej wygody, ale właśnie dlatego ma tak wielką wartość. Miłosierdzie nie polega jedynie na współczuciu, lecz na konkretnych czynach. Warto więc rozejrzeć się wokół siebie. Być może niedaleko mieszka starszy sąsiad, którego od dawna nikt nie odwiedził. Może ktoś z rodziny od wielu tygodni zmaga się z chorobą i czeka na zwykłą rozmowę. A może w naszej parafii są osoby, które z powodu wieku lub cierpienia nie mogą już uczestniczyć we Mszy Świętej. Dla nich nasza obecność może stać się znakiem, że Bóg o nich nie zapomniał. Odwiedzając chorego z miłości do Chrystusa, nie tylko niesiemy pomoc drugiemu człowiekowi. Bardzo często sami wracamy bogatsi o doświadczenie pokory, wdzięczności i głębszego spojrzenia na życie. To właśnie chorzy uczą nas, jak cenne są zdrowie, czas i obecność drugiego człowieka. A Pan Jezus zapewnia, że wszystko, co uczynimy jednemu z tych najmniejszych, Jemu samemu uczynimy.


  • Uczynki miłosierne względem ciała – podróżnych w dom przyjąć

    W Księdze Rodzaju czytamy, że Abraham siedział u wejścia do swego namiotu, gdy ujrzał trzech nieznajomych. Natychmiast wyszedł im na spotkanie, zaprosił ich do siebie, obmył im nogi i przygotował posiłek. Dopiero później okazało się, że przyjmując wędrowców, gościł samego Boga (por. Rdz 18,1–8). Słowo Boże zachęca nas, abyśmy zastanowili się nad kilkoma pytaniami. Kim jest człowiek, którego możemy nazwać podróżnym? Czy ten uczynek miłosierdzia odnosi się jedynie do osób przemierzających dalekie drogi? W jaki sposób możemy go wypełniać we współczesnym świecie?

    Dawniej przyjęcie podróżnego było często sprawą życia i śmierci. Wędrowcy przemierzali długie drogi pieszo, narażeni na głód, chłód i niebezpieczeństwa. Gospody były nieliczne, dlatego otwarcie domu dla nieznajomego było czymś naturalnym. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Hotele, schroniska i środki transportu sprawiają, że rzadko spotykamy ludzi proszących o nocleg. Nie oznacza to jednak, że ten uczynek miłosierdzia stracił swoje znaczenie. Współczesnym podróżnym jest często człowiek, który przybywa do naszego miasta, parafii czy miejsca pracy i nikogo tutaj nie zna. Może być nim student rozpoczynający naukę, osoba podejmująca nową pracę, rodzina, która przeprowadziła się do sąsiedztwa, pielgrzym przybywający do sanktuarium czy gość uczestniczący w uroczystości rodzinnej. Każdy z nich potrzebuje nie tylko dachu nad głową, ale również życzliwości, dobrego słowa i poczucia, że nie jest sam.

    Autor Listu do Hebrajczyków przypomina: „Nie zapominajcie o gościnności; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołom dali gościnę” (Hbr 13,2). Nigdy nie wiemy, jakie znaczenie może mieć dla drugiego człowieka nasz prosty gest życzliwości. Czasami wystarczy zaprosić kogoś na wspólny posiłek, pomóc odnaleźć drogę, zainteresować się nowym sąsiadem czy znaleźć czas na rozmowę z osobą, która czuje się obca i zagubiona. Ten uczynek miłosierdzia realizujemy przede wszystkim przez otwartość na drugiego człowieka. Możemy serdecznie przyjąć gości, zainteresować się nowymi sąsiadami, pomóc pielgrzymom, wesprzeć osoby, które przyjechały z daleka do pracy lub na studia. Możemy także zaprosić do wspólnego stołu kogoś samotnego, kto od dawna nie doświadczył rodzinnego ciepła. Czasem wystarczy uśmiech, rozmowa czy pomoc w odnalezieniu się w nowym miejscu, aby ktoś poczuł się bezpiecznie i przestał być obcy.

    Gościnność chrześcijańska nie polega na okazałym przyjęciu ani na bogato zastawionym stole. Jej istotą jest otwarte serce. Dom, w którym mieszka Chrystus, zawsze znajdzie miejsce dla drugiego człowieka. Warto pamiętać, że kiedy przyjmujemy potrzebującego z miłości do Boga, w rzeczywistości przyjmujemy samego Jezusa. A On zapewnia nas, że żaden gest miłosierdzia nie pozostanie bez nagrody.


  • Uczynki miłosierne co do ciała – spragnionych napoić

    Pragnienie, podobnie jak głód, należy do najbardziej podstawowych potrzeb człowieka. Bez wody nie ma życia. Człowiek może przez pewien czas żyć bez pożywienia, ale bez dostępu do wody jego życie bardzo szybko znajduje się w niebezpieczeństwie. Dlatego podanie wody spragnionemu jest jednym z najprostszych, a jednocześnie najbardziej podstawowych gestów troski o drugiego człowieka.

    W Piśmie Świętym woda ma bardzo głębokie znaczenie. Jest przede wszystkim znakiem życia i Bożego błogosławieństwa. Naród izraelski szczególnie mocno doświadczył tego podczas wędrówki przez pustynię. Kiedy Izraelitom zabrakło wody, zaczęli narzekać i pytać Mojżesza: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?” (por. Wj 17,3). Bóg nie pozostał obojętny na ich wołanie. Polecił Mojżeszowi uderzyć laską w skałę, z której wypłynęła woda. W ten sposób Bóg pokazał, że troszczy się o swój lud i daje mu to, czego potrzebuje do życia. Temat pragnienia pojawia się również w Ewangelii. Każdy kubek wody podany spragnionemu może więc stać się gestem miłości wobec Chrystusa. Jezus mówi o tym bardzo konkretnie: „Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (por. Mt 10,42). W oczach Boga nawet najmniejszy gest miłości ma wielką wartość.

    Warto zwrócić uwagę, że Jezus mówi właśnie o kubku wody. Nie wymaga rzeczy wielkich i niezwykłych. Nie każdy człowiek może dokonywać wielkich dzieł, ale każdy może zrobić coś małego dla drugiego. Czasami właśnie taki prosty gest może mieć ogromne znaczenie. Szczególnym momentem, w którym Jezus doświadcza pragnienia, jest Jego męka na krzyżu. W Ewangelii według św. Jana słyszymy Jego słowa: „Pragnę” (J 19,28). Jezus, który wcześniej obiecywał ludziom wodę żywą, sam teraz cierpi z powodu pragnienia. Te słowa przypominają nam, że Chrystus naprawdę przyjął ludzkie ciało i doświadczył ludzkiego cierpienia.

    „Spragnionych napoić” to uczynek bardzo prosty, ale właśnie w tej prostocie kryje się jego piękno. Przypomina nam, że miłosierdzie nie zawsze wymaga wielkich i niezwykłych czynów. Czasami wystarczy dostrzec potrzebę drugiego człowieka i odpowiedzieć na nią prostym gestem. Kiedy podajemy spragnionemu kubek wody, dajemy mu coś koniecznego do życia. Ale jako chrześcijanie dajemy mu również coś więcej. Pokazujemy, że nie jest nam obojętny, że dostrzegamy jego potrzebę i chcemy mu pomóc. A wtedy zwykły kubek wody może stać się znakiem miłosierdzia i świadectwem Bożej miłości.


  • Uczynki miłosierne co do ciała – głodnych nakarmić

    Rozpoczynamy nowy cykl katechez poświęconych uczynkom miłosierdzia względem ciała. Są to bardzo konkretne czyny, przez które chrześcijanin odpowiada na najbardziej podstawowe potrzeby drugiego człowieka. Pierwszym z nich jest „głodnych nakarmić”. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że chodzi jedynie o podzielenie się pokarmem z osobą, która nie ma co jeść. Oczywiście jest to najprostsze i najbardziej dosłowne znaczenie tego uczynku. Jednak chrześcijańska miłość każe spojrzeć głębiej. Nakarmić głodnego to przede wszystkim dostrzec człowieka, który czegoś potrzebuje, i nie pozostać wobec tej potrzeby obojętnym.

    Głód jest jednym z najbardziej podstawowych doświadczeń człowieka. Kiedy brakuje pożywienia, trudno myśleć o czymkolwiek innym. Dlatego troska o głodnych jest wyrazem szacunku dla ludzkiego życia i godności. Człowiek nie może przejść obojętnie obok drugiego, który cierpi z powodu braku tego, co konieczne do życia. Już na kartach Starego Testamentu Bóg przypomina swojemu ludowi, aby troszczył się o ubogich i potrzebujących. Izraelici dobrze pamiętali, że sami doświadczyli głodu i niewoli. Dlatego Prawo nakazywało pozostawiać część plonów na polach dla ubogich, wdów, sierot i cudzoziemców. To, co człowiek posiada, nie jest wyłącznie jego własnością. Jest również darem, którym ma się dzielić z innymi. W Ewangelii szczególnie wymowny na ten temat jest opis rozmnożenia chleba. Gdy uczniowie chcą odesłać głodny tłum, Jezus mówi do nich: „Wy dajcie im jeść” (Mt 14,16). To krótkie zdanie jest skierowane również do nas. Jezus nie pyta, czy problem głodu istnieje. Pyta raczej, co my jesteśmy gotowi zrobić, aby go zmniejszyć. Uczniowie widzieli tylko pięć chlebów i dwie ryby. Wydawało im się, że to zbyt mało. Jezus pokazuje jednak, że nawet niewielki dar może stać się wielkim dobrem, jeśli zostanie złożony w Jego ręce. Często myślimy, że nasze możliwości są zbyt małe, aby komuś pomóc. Tymczasem Bóg potrafi pomnożyć nawet najdrobniejszy gest miłości.

    Jeszcze mocniej Jezus mówi o tym w opisie sądu ostatecznego. W Ewangelii według św. Mateusza czytamy słowa: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść” (Mt 25,35). Co zaskakujące, Jezus nie mówi: „Nakarmiliście biednych”, ale „Mnie nakarmiliście”. Oznacza to, że w każdym człowieku potrzebującym obecny jest sam Chrystus. Każdy gest pomocy okazany głodnemu staje się gestem miłości wobec Jezusa. To właśnie ten fragment pokazuje, że uczynki miłosierdzia nie są jedynie dodatkiem do życia chrześcijańskiego. Są jednym z najważniejszych sprawdzianów naszej wiary. Nie wystarczy znać Ewangelię. Trzeba nią żyć.

    Święty Jan Apostoł stawia bardzo konkretne pytanie: „Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (por. 1 J 3,17). Miłość nie polega jedynie na dobrych uczuciach. Prawdziwa miłość staje się czynem. Nie każdy z nas będzie mógł nakarmić setki ludzi. Ale każdy może zrobić coś dobrego. Możemy podzielić się posiłkiem z potrzebującym, wesprzeć jadłodajnię dla ubogich, przygotować paczkę żywnościową dla rodziny w trudnej sytuacji czy po prostu nie marnować jedzenia. To właśnie od takich małych gestów zaczyna się wielkie dobro.

    Rozpoczynając rozważanie na temat uczynków miłosierdzia względem ciała, warto zapamiętać jedną prostą prawdę. Chrześcijaństwo nie jest religią pięknych słów, ale konkretnych czynów. Kiedy karmimy głodnego, nie dajemy mu jedynie chleba. Dajemy mu także znak, że nie jest sam, że jego życie ma wartość i że Bóg o nim pamięta. A wtedy zwykły kawałek chleba może stać się świadectwem Bożej miłości.


  • Urazy chętnie darować

    „Urazy chętnie darować” to jeden z uczynków miłosierdzia względem duszy. Dla wielu ludzi jest to jeden z najtrudniejszych uczynków. Łatwo jest bowiem pamiętać doznane krzywdy, wracać do bolesnych wspomnień i nosić w sercu żal. Przebaczenie nie oznacza jednak, że zło przestaje być złem a my udajemy, że nic się nie stało. Oznacza przede wszystkim uwolnienie własnego serca od nienawiści i pragnienia odwetu. Każdy człowiek prędzej czy później doświadcza zranienia. Ktoś nas zawiedzie, skrzywdzi, oszuka lub wypowie słowa, które pozostawią głęboką ranę. W takich chwilach rodzi się pytanie: czy będę pielęgnował urazę, czy spróbuję przebaczyć?

    Prawdę o przebaczaniu objawia nam Jezus. Gdy św. Piotr pyta Go: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?”, Jezus odpowiada: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,21–22). Nie chodzi tu o dokładną liczbę przebaczeń. Jezus uczy, że przebaczenie nie może mieć wyznaczonej granicy. Chrześcijanin jest wezwany do nieustannego przebaczania, tak jak Bóg nieustannie przebacza człowiekowi.

    Po pytaniu Piotra Jezus opowiada przypowieść o nielitościwym dłużniku. Król darował swojemu słudze ogromny dług, lecz ten sam sługa nie potrafił darować niewielkiej należności swojemu współbratu. W ten sposób Jezus pokazuje, że człowiek, który sam doświadczył Bożego miłosierdzia, nie może zamknąć serca przed drugim człowiekiem. Kto pamięta, jak wiele Bóg mu przebaczył, łatwiej uczy się przebaczać innym. Najpiękniejszym przykładem przebaczenia jest jednak sam Jezus na krzyżu. W chwili największego cierpienia nie wypowiada słów zemsty ani potępienia. Modli się za swoich oprawców: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). To właśnie na krzyżu objawia się pełnia Bożego miłosierdzia. Jezus przebacza tym, którzy Go odrzucili, wyszydzili i skazali na śmierć. Podobną postawę odnajdujemy u pierwszego męczennika, św. Szczepana. Umierając pod gradem kamieni, modli się za swoich prześladowców: „Panie, nie policz im tego grzechu” (Dz 7,60). Uczeń Chrystusa staje się podobny do swojego Mistrza właśnie wtedy, gdy potrafi przebaczyć.

    Trzeba jednak dobrze zrozumieć, czym jest prawdziwe przebaczenie. Przebaczyć nie oznacza zapomnieć o krzywdzie ani udawać, że nic się nie wydarzyło. Nie oznacza również zgody na dalsze zło czy rezygnacji ze sprawiedliwości. Przebaczenie oznacza decyzję, że nie pozwolę, aby nienawiść zamieszkała w moim sercu. Rezygnuję z chęci odwetu i powierzam sprawiedliwość Bogu. Noszona latami uraza najbardziej rani tego, kto ją nosi. Człowiek zamyka się w przeszłości, nie potrafi cieszyć się teraźniejszością i coraz trudniej mu kochać. Przebaczenie nie zmienia przeszłości, ale może przemienić przyszłość. Uwalnia serce od ciężaru gniewu i otwiera je na pokój. Nieprzypadkowo Jezus umieścił przebaczenie w modlitwie „Ojcze nasz”. Każdego dnia modlimy się: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Prosimy Boga o takie miłosierdzie, jakie sami okazujemy innym. Dlatego przebaczenie nie jest jedynie pięknym ideałem, ale drogą każdego ucznia Chrystusa. Darowanie uraz nie jest oznaką słabości. Przeciwnie, wymaga wielkiej odwagi, pokory i zaufania Bogu. Człowiek, który przebacza, zwycięża zło dobrem i staje się podobny do Chrystusa. Wypełniając ten uczynek miłosierdzia, pozwalamy, aby Boża miłość zwyciężała tam, gdzie po ludzku wydaje się to niemożliwe. Dzięki temu nasze serce staje się coraz bardziej wolne i coraz bardziej podobne do serca Jezusa.


  • Krzywdy cierpliwie znosić

    Autor Księgi Mądrości Syracha poucza: „Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” (Syr 1, 22). Tekst ten zachęca nas do cierpliwego znoszenia krzywd. Zastanówmy się podczas dzisiejszej katechezy nad następującymi zagadnieniami: Czym jest w ogóle krzywda? W jakich środowiskach możemy jej doświadczyć? Czy zawsze trafnie ją oceniamy? Czy zawsze oznacza ona umyślne działanie powodujące cierpienie drugiej osoby? Odpowiedź na te pytana nie jest jednoznaczna. Z pewnością musi nam towarzyszyć świadomość wielkiej różnorodności charakterów, temperamentów, uwarunkowań środowiskowych każdego człowieka. Często jest tak, że to co dla jednego jest rzeczą zwykłą, dla drugiego jest nie do zniesienia i powoduje poczucie skrzywdzenia. Oczywiście są normy obiektywne, które dotyczą wszystkich, jednak w codziennych relacjach często problem tkwi w szczegółach.

    Krzywd różnego rodzaju możemy doświadczać w wielu miejscach. W środowisku rodzinnym spotykamy się z odmiennymi poglądami, potrzebami i sposobami reagowania. Czasami trudno o wzajemne zrozumienie i jasną komunikację, bo uczucia zaciemniają trzeźwe patrzenie na sytuację i każdy chce pozostać przy swoim zdaniu. Stąd tutaj tak łatwo o krzywdzenie się trwające latami, bo wspólne zamieszkiwanie pod jednym dachem daje ciągle nowe okazje do wzajemnego ranienia się. Rany powstałe w wyniku tego bywają głębokie, bo wyrządzone przez najbliższe człowiekowi osoby: ojca, matkę, rodzeństwo czy same dzieci. Kolejnym miejscem znoszenia krzywd jest środowisko pracy, dziś tak często mówi się o zjawisku mobbingu. Wszelkie zbyt długotrwałe sytuacje stresowe mają czasami dramatyczne skutki dla życia poszczególnych pracowników. Jeśli braknie gotowości do zrozumienia i szanowania swoich często rozbieżnych poglądów, to praca staje się udręką.

    Św. Siostra Faustyna zanotowała w swoim Dzienniczku: „Kiedy się żegnałam z siostrami i już miałam odjechać, jedna z sióstr bardzo mnie przepraszała, że mi tak mało dopomagała w obowiązku i że nie tylko mi nie dopomagała, ale że się starała zawsze utrudniać. Jednak ja ją w duszy uważałam za dobrodziejkę wielką, bo wyćwiczyła mnie w cierpliwości; do tego stopnia mnie ćwiczyła, że jedna ze starszych sióstr wyraziła się tak – że siostra Faustyna to albo głupia, albo święta, bo naprawdę przeciętny człowiek nie zniósłby tego, żeby tak ktoś stale robił na przekór. Ja jednak zawsze zbliżałam się do niej z życzliwością. Starała się ta pewna siostra tak utrudniać mi pracę w obowiązku, tak że pomimo mojego wysiłku, udało się jej nieraz coś zepsuć z tego, co było dobrze zrobione – jako mi sama przy pożegnaniu zeznała, przepraszając mnie bardzo. Nie chciałam wnikać w intencje jej, ale brałam to, jako doświadczenie Boże…” (Dz. 632).

    Jezus mówił: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24). Często tym krzyżem może być cierpliwe znoszenie krzywd ze strony innych. Chodzi o to, aby przestać oczekiwać, że to inni się zmienią i uparcie żądać od nich przemiany. Wymaganie od innych, by byli tacy jak my chcemy nie prowadzi do niczego. Pierwszym krokiem do lepszego życia jest zmiana siebie. Stąd powinno się zrezygnować z łatwego osądzania innych, bo dopiero wtedy, gdy podejmiemy trud pracy nad sobą, będzie nam łatwiej zrozumieć bliźnich i znosić krzywdy przez nich zadawane. W jaki sposób odpowiadać na krzywdę? Nie nerwami, pełnym nienawiści słowem, rządzą odwetu, szukaniem sposobu odegrania się, ale milczeniem i modlitwą za prześladowców. Pan Jezus mówił: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44). Karę i odwet zostawmy zawsze Bogu, który jest Sędzią „żywych i umarłych” i tylko On zna najgłębsze motywy ludzkiego działania.


  • Wątpiącym dobrze radzić

    Każdy człowiek, który podejmuje ważne decyzje, ma wątpliwości. Nie zawsze wiemy, co wybrać i jak dobrze postąpić. Dlatego w chwilach niepewności szukamy rady u innych. Proszenie o radę jest znakiem pokory – uznajemy, że sami nie mamy wszystkich odpowiedzi. Często potrzebujemy też potwierdzenia, że idziemy dobrą drogą.

    Po swoim zmartwychwstaniu Jezus zapytał Apostołów: „Dlaczego się boicie i czemu wątpliwości rodzą się w waszych sercach?” (Łk 24,38). A do Piotra, który zaczął tonąć na jeziorze, powiedział: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” (Mt 14,31). Piotr zaczął tonąć, bo zamiast patrzeć na Jezusa, skupił się na falach i silnym wietrze. Tak samo bywa z nami. Kiedy pojawiają się trudności, lęk i cierpienie, łatwo zapominamy, że Jezus jest obok i może nas przeprowadzić przez życiowe burze. Przyczyn wątpliwości może być wiele. Czasem wynika to z małej znajomości prawd wiary albo z lęku i trosk, które odbierają nadzieję i zaufanie. Bywa jednak i tak, że Bóg dopuszcza wątpliwości, aby nasza wiara stała się mocniejsza i dojrzalsza.

    Wątpliwości są częścią życia i wiary. Mogą być dobre, jeśli pomagają nam lepiej zrozumieć siebie, świat i Boga. Człowiek, który zadaje pytania i szuka odpowiedzi, może dojść do głębszej wiary i większej mądrości. Wątpliwości uczą nas także pokory, bo pokazują, że nie jesteśmy wszechwiedzący i potrzebujemy Boga oraz innych ludzi. Stają się jednak niebezpieczne wtedy, gdy prowadzą do całkowitego zwątpienia, zamknięcia serca i utraty nadziei. Dlatego ważne jest, aby swoich trudności nie ukrywać, ale szukać światła w modlitwie, rozmowie i słowie Bożym.

    Czym jest rada? To pomoc, która pokazuje możliwe wyjście z trudnej sytuacji. Dobra rada nie polega na decydowaniu za kogoś, ale na pomocy w podjęciu właściwej decyzji. Człowiek, który daje dobrą radę, powinien słuchać z życzliwością, mieć cierpliwość i szacunek wobec drugiej osoby. Nie chodzi o narzucanie własnego zdania, ale o pomaganie komuś w odkryciu dobra i prawdy. Czasem jedna mądra rozmowa może dodać odwagi, przywrócić nadzieję albo pomóc uniknąć błędu. Dlatego tak ważne jest, abyśmy umieli zarówno prosić o radę, jak i mądrze radzić innym.

    Dar rady jest jednym z darów Ducha Świętego. Jezus obiecał Apostołom Ducha Pocieszyciela i powiedział: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. To właśnie Duch Święty daje człowiekowi mądrość i pomaga wybierać dobro. Dzięki Niemu możemy lepiej rozeznawać, co jest właściwe, a co prowadzi nas na złą drogę. Duch Święty działa często bardzo cicho – przez sumienie, słowo Boże, modlitwę czy drugiego człowieka. Kiedy prosimy Go o pomoc, łatwiej podejmujemy dobre decyzje i uczymy się żyć w prawdzie oraz miłości.


  • Uczynki Miłosierdzia Względem Duszy – Grzeszących Upominać

    Pierwszy uczynek miłosierdzia względem duszy może budzić trudne pytania. Gdy upominamy kogoś, łatwo pomyśleć, że stawiamy się ponad innymi i uważamy się za lepszych. Dawniej nazywano ten uczynek: „grzeszników nawracać”. Samo słowo „grzeszyć” oznacza zbłądzić, pomylić drogę. Między grzechem a zagubieniem istnieje więc ścisły związek. Św. Paweł przypomina, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. W Liście do Rzymian cytuje Psalm 14: „Nie ma sprawiedliwego ani jednego… wszyscy zboczyli z drogi” (Rz 3,10–12). Dlatego, upominając innych, nie możemy zapominać o własnych słabościach. Nie upominamy dlatego, że jesteśmy lepsi, ale z troski i miłości do człowieka, który się zagubił.

    Ważne jest też, by nie ranić drugiego człowieka i nie wytykać publicznie jego błędów. Fragment z Ewangelii św. Mateusza pokazuje bardzo delikatny i pełen szacunku sposób postępowania wobec człowieka, który popełnił grzech. Jezus mówi: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy”. Już same te słowa pokazują, że najważniejsze jest dobro drugiego człowieka, a nie jego publiczne zawstydzenie.

    Najpierw Jezus zachęca do osobistej rozmowy. Upomnienie ma odbyć się „w cztery oczy”, czyli dyskretnie, bez świadków i bez rozgłosu. Taki sposób daje drugiej osobie poczucie bezpieczeństwa i szansę na spokojne zastanowienie się nad swoim postępowaniem. Nie chodzi o oskarżanie czy udowadnianie winy, ale o próbę odzyskania relacji i pomocy drugiemu człowiekowi. Dlatego Jezus dodaje: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”. Celem upomnienia nie jest zwycięstwo w sporze, lecz pojednanie.

    Ten fragment Ewangelii uczy także pokory. Człowiek upominający nie występuje jako sędzia, ale jako brat, który sam zna własne słabości. Powinien mówić z miłością i spokojem, a nie z gniewem czy poczuciem wyższości. Upomnienie wypowiedziane w złości łatwo może zranić i zamknąć drugiego człowieka, zamiast pomóc mu się zmienić.

    Jezus pokazuje również cierpliwość i stopniowość działania. Jeśli rozmowa w cztery oczy nie przyniesie skutku, dopiero wtedy należy poprosić o pomoc jedną lub dwie osoby. Chodzi o to, aby wspólnie szukać dobra i prawdy, a nie wywierać presję. Dopiero ostatecznością jest zwrócenie się do całej wspólnoty. Widać więc, że Jezus nie zachęca do pochopnego osądzania, ale do cierpliwego towarzyszenia człowiekowi, który się pogubił.

    Naszym zadaniem nie jest zawstydzanie ani osądzanie innych. Upomnienie staje się prawdziwym uczynkiem miłosierdzia wtedy, gdy pomaga człowiekowi dostrzec prawdę, odzyskać siłę i iść dalej dobrą drogą. Nawet gdy potrzebna jest rozmowa w większym gronie, dobro osoby zagubionej zawsze powinno być najważniejsze.


  • Skąd się wziął katalog uczynków miłosierdzia?

    Podczas ostatniej katechezy rozważaliśmy na temat jałmużny. Często to słowo kojarzy się nam przede wszystkim z dawaniem pieniędzy dla ubogich i potrzebujących. W rzeczywistości ma ona wiele różnorakich form, niekoniecznie tylko materialnych. W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy znaleźć katalog uczynków miłosierdzia względem duszy i względem ciała. Są one „dziełami miłości, poprzez które pomagamy bliźnim w potrzebach ciała i duszy” (KKK 2447). Istnieje czternaście rodzajów uczynków miłosierdzia, siedem względem ciała i siedem względem duszy:

    Uczynki miłosierdzia względem ciała: 
    1. Głodnych nakarmić
    2. Spragnionych napoić
    3. Nagich przyodziać
    4. Podróżnych w dom przyjąć
    5. Więźniów pocieszać
    6. Chorych nawiedzać
    7. Umarłych pogrzebać

    Uczynki miłosierdzia względem duszy: 
    1. Grzeszących upominać
    2. Nieumiejętnych pouczać
    3. Wątpiącym dobrze radzić
    4. Strapionych pocieszać
    5. Krzywdy cierpliwie znosić
    6. Urazy chętnie darować
    7. Modlić się za żywych i umarłych.

    Większość uczynków miłosierdzia względem ciała wymienił Chrystus Pan mówiąc o sądzie ostatecznym. Ewangelista Mateusz zapisał słowa: „Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,34-36).

    Listę uczynków miłosierdzia względem duszy Kościół zaczerpnął z innych tekstów zawartych w Biblii jak również z czynów i nauczania samego Chrystusa.


  • Czym jest chrześcijańska jałmużna?

    Jedną z form kultu Bożego Miłosierdzia jest praktykowanie jałmużny. Spróbujmy zatem zastanowić się czym jest chrześcijańska jałmużna? Już w Starym Testamencie jałmużna była znakiem dobroci okazywanej drugiemu człowiekowi. Człowiek pomagając potrzebującym, naśladuje samego Boga, który pierwszy okazał dobroć ludziom. Autor Księgi Syracydesa poucza nas, że jako akt religijny prowadzi ona do przebaczenia grzechów: „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy” (Syr 3, 30). Podobnie poucza nas autor księgi Tobiasza: „Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasyceni będą życiem” (Tb 12, 8-9). Do dawania jałmużny zachęca sam Chrystus słowami: „Kiedy zaś Ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” (Łk 6, 3). Czyn dobry w postaci jałmużny ma być całkowicie bezinteresowny i znany jedynie Bogu. Ważna jest nie tyle ilość czy wielkość złożonego daru, ile raczej wewnętrzne nastawienie dającego, czyli jego intencja. Potwierdza to sam Chrystus, kiedy chwali grosz wrzucony do skarbonki przez ubogą wdowę (por. Łk 4, 25). Wartość jałmużny jest jeszcze większa, jeśli dawana jest nie z tego, co zbywa, lecz z tego, co niezbędne, oraz jeśli świadczona jest chętnie, gdyż „radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 6, 10). Podobnie w listach apostolskich znajdujemy zachęty do dzielenia się dobrami z potrzebującymi. Św. Jan Apostoł poucza: „Kto by miał majętność tego świata, a widziałby brata swego w potrzebie i zamknął przed nim serce swoje – jakże może w nim przebywać miłość Boża?” (1 J 3, 17). Św. Jakub zaś ostrzega: „Sąd bowiem bez miłosierdzia spotka tego, który miłosierdzia nie czyni, a miłosierdzie przewyższa sąd” (Jk 2, 13). Jałmużna w każdej postaci powinna być wyrazem miłości Boga.

    Ważne jest właściwe rozumienie i praktykowanie jałmużny. Dzielić się można nie tylko dobrami materialnymi, ale także duchowymi. Jałmużna bowiem nie jest jedynie formą materialnej pomocy świadczonej potrzebującemu. Zwracał na to uwagę już św. Cezary z Arles: „Wiecie bowiem doskonale, że są dwa rodzaje jałmużny: pierwszy – dać głodnemu kęs chleba, drugi zaś posłużyć niewiedzącemu wiedzą. Jeżeli obfitujesz w coś, czym mógłbyś okazać pomoc ciału, Bogu niech będą dzięki! Jeżeli nie masz czym ciała nakarmić, wzmocnij duszę słowem Bożym”.

    Jałmużna chrześcijańska różni się od wszelkiego rodzaju działań filantropijnych czy nawet akcji humanitarnych ze względu na motywy, z których wynika. Nierzadko bowiem działania te związane są z bardziej lub mniej wyraźną intencją zdobycia rozgłosu (reklamy, wszelkiego typu tzw. sponsoring) lub zaspokojenia potrzeby publicznego uznania. Tymczasem głównym motywem dawania jałmużny powinna być miłość Boga i bliźniego w duchu słów samego Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Jałmużną jest także dar przebaczenia temu, kto zgrzeszył względem nas. Przebaczając innym, sami otrzymujemy od Boga przebaczenie własnych grzechów. Jałmużna przyczynia się także do tego, że modlitwy zanoszone do Boga będą przez Niego przyjęte i wysłuchane. Św. Augustyn pisze: „Czyńcie jałmużnę, aby wasze modlitwy były wysłuchane przez Boga i aby wam pomógł poprawić wasze życie”.


  • Nowenna do Bożego Miłosierdzia

    Nowenna do Bożego Miłosierdzia jest jedną z form kultu, które Jezus przekazał przez św. Faustynę Kowalską. Jest to szczególna modlitwa przygotowująca nas do Święta Miłosierdzia Bożego, odmawiana przez dziewięć dni, począwszy od Wielkiego Piątku. Sam Jezus polecił Siostrze Faustynie odprawianie tej nowenny i wyjaśnił jej sens. W Dzienniczku znajdziemy słowa: „Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do zdroju Mojego miłosierdzia, aby zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia” (Dz. 1209). Nowenna ta nie jest tylko osobistą modlitwą, ale wielką misją duchową. Człowiek modlący się w ten sposób prowadzi innych ludzi do Jezusa. Każdego dnia nowenny modlitwa obejmuje inną grupę dusz. Jezus sam wskazał Faustynie, kogo ma przyprowadzać do Jego Serca. Są to między innymi: wszyscy ludzie, kapłani i osoby zakonne, dusze pobożne i wierne, grzesznicy, dusze cierpiące, a także ci, którzy jeszcze nie znają Boga. W ten sposób nowenna obejmuje cały świat – nikt nie jest pominięty.

    W Nowennie na prośbę Jezusa wprowadzamy dusze do Jego Serca. Nie jest to tylko obraz poetycki czy pobożne wyrażenie, ale rzeczywistość zakorzeniona w wierze Kościoła, którą w szczególny sposób ukazała św. Faustyna Kowalska. Najpierw trzeba zauważyć, że Serce Jezusa w teologii oznacza całą Jego osobę – Jego miłość, wolę zbawienia człowieka i nieskończone miłosierdzie. Gdy mówimy o „wprowadzaniu dusz do Serca Jezusa”, mówimy w istocie o powierzaniu ich samej miłości Boga, o oddawaniu ich Temu, który najlepiej zna człowieka i pragnie jego zbawienia.

    Nowenna uczy nas bardzo ważnej postawy – troski o innych. W świecie, w którym człowiek często skupia się tylko na sobie, Jezus zaprasza, aby modlić się za wszystkich. Każdego dnia mamy wprowadzać różne grupy ludzi do Jego Serca, jakby prowadzić ich do źródła łaski. To piękny obraz Kościoła jako wspólnoty, w której jedni modlą się za drugich. Nowenna do Bożego Miłosierdzia pokazuje także, jak wielka jest miłość Boga. Jego Serce jest otwarte dla każdego: dla świętych i grzeszników, dla wierzących i tych, którzy jeszcze Go nie znają. Nikt nie jest wykluczony z Jego miłosierdzia.


  • W jaki sposób praktykować Godzinę Miłosierdzia?

    Kolejną formą kultu Bożego Miłosierdzia, przekazaną przez Świętą Siostrę Faustynę Kowalską, jest praktykowanie Godziny Miłosierdzia o 15:00. Jest to moment dnia, w którym wspominamy śmierć Jezusa na krzyżu i przebicie Jego Serce. W tym czasie Zbawiciel pragnie, abyśmy z ufnością zwracali się do Niego z modlitwą, prosząc o miłosierdzie dla siebie i dla całego świata.

    Godzina 15:00 nie jest wybrana przypadkowo. To właśnie o tej godzinie Jezus wypowiedział słowa: „Wykonało się!” (J 19,30) i oddał ducha, a Jego Serce zostało przebite włócznią (J 19,34). W tym akcie miłość Boga do człowieka stała się najbardziej namacalna – z przebitego Serca wypłynęła krew i woda, źródło życia i zbawienia dla każdego człowieka. Święta Faustyna zanotowała słowa Jezusa: „O trzeciej godzinie błagaj mojego miłosierdzia, szczególnie dla grzeszników, i choć przez krótki moment zagłębiaj się w mojej męce, szczególnie w moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego. Pozwolę ci wniknąć w mój śmiertelny smutek; w tej godzinie nie odmówię duszy niczego, która mnie prosi przez mękę moją  (Dz. 1320).

    Jezus żądał od świętej Faustyny, aby w godzinie 15:00 szczególnie rozważała Jego mękę. Przypominam ci córko moja, że ile razy usłyszysz, jak zegar bije trzecią godzinę, zanurzaj się cała w miłosierdziu moim, uwielbiając i wysławiając je; wzywaj jego wszechmocy dla świata całego, a szczególnie dla biednych grzeszników, bo w tej chwili zostało na oścież otwarte dla wszelkiej duszy. W godzinie tej uprosisz wszystko dla siebie i dla innych; w tej godzinie stała się łaska dla świata całego – miłosierdzie zwyciężyło sprawiedliwość. Córko moja, staraj się w tej godzinie odprawiać drogę krzyżową, o ile ci na to obowiązki pozwolą; a jeżeli nie możesz odprawić drogi krzyżowej, to przynajmniej wstąp na chwilę do kaplicy i uczcij moje serce, które jest pełne miłosierdzia w Najświętszym Sakramencie; a jeżeli nie możesz wstąpić do kaplicy, pogrąż się w modlitwie tam, gdzie jesteś, chociaż przez króciutką chwilę”.(Dz. 1572). Każde wspomnienie cierpienia Chrystusa na krzyżu miało św. Faustynę prowadzić do głębszego zrozumienia Jego miłosierdzia i zachęcać do ofiarowania swoich modlitw w intencji świata. W ten sposób godzina 15:00 stała się dla niej czasem kontemplacji tajemnicy męki Pańskiej.

    Praktykowanie godziny 15:00 jest głęboko związane z męką Chrystusa. Patrząc na krzyż i na przebite Serce Jezusa, uczymy się, że źródłem nadziei jest Jego męka i śmierć. Nie możemy sami wynagrodzić Bogu za nasze grzechy, ale możemy odwoływać się do zasług Chrystusa. Nasza modlitwa w godzinie 15 przypomina Bogu Ojcu, że Jego Syn zapłacił najwyższą cenę za nasze zbawienie i że miłosierdzie Boże jest większe niż każdy grzech.

    Godzina 15:00 uczy nas również kontemplacji. Zatrzymując się w tym czasie na chwilę refleksji, możemy lepiej zrozumieć tajemnicę krzyża i wartość ofiary Jezusa. To moment, w którym nasze serca spotykają się z Jego przebitym Sercem – miejscem największej miłości, jaka kiedykolwiek istniała.


  • Jak rozumieć tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia?

    Jedną z form kultu Bożego Miłosierdzia, przekazaną przez Świętą Siostrę Faustynę Kowalską, jest modlitwa Koronki. Jest ona głęboko zakorzeniona w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jej treść i duchowość prowadzą nas do odkrywania nieskończonego miłosierdzia Boga, które objawiło się najpełniej właśnie na krzyżu. Jezus podyktował Siostrze Faustynie słowa koronki w Wilnie w 1935 roku. W wizji święta zobaczyła anioła, który miał ukarać ziemię za grzechy, jednak dzięki modlitwie, której nauczył ją Chrystus, kara została oddalona. Jezus polecił jej odmawiać tę modlitwę jako sposób wypraszania miłosierdzia dla świata. Powiedział także, że przez nią można uprosić wiele łask, szczególnie dla grzeszników i konających.

    Koronka do Bożego Miłosierdzia jest ściśle związana z męką Pana Jezusa. Każde jej wezwanie odwołuje się do ofiary Chrystusa złożonej na krzyżu. Najważniejsze słowa modlitwy brzmią: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”. W tym akcie wierzący zwraca się bezpośrednio do Boga Ojca, ofiarując Mu to, co najcenniejsze – zbawczą ofiarę Jego Syna. Jest to niezwykle głęboka prawda teologiczna: człowiek sam z siebie nie jest w stanie wynagrodzić za swoje grzechy, ale może zwracać się do Boga Ojca, powołując się na zasługi męki Jezusa. To właśnie ofiara Chrystusa – Jego cierpienie, przelana krew i oddane życie – stanowi fundament naszego zbawienia i źródło wszelkiego miłosierdzia.

    W kolejnych wezwaniach koronki powtarzamy słowa: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Tym samym nieustannie przywołujemy mękę Jezusa jako argument w naszej modlitwie. Prosimy Boga Ojca, aby spojrzał na cierpienie swojego Syna i ze względu na nie okazał światu miłosierdzie. Koronka jest więc nie tylko modlitwą błagalną, ale także kontemplacją męki Chrystusa. Pomaga wierzącym zatrzymać się nad tajemnicą krzyża i uświadomić sobie, jak wielką cenę zapłacił Jezus za nasze zbawienie. Jednocześnie przypomina, że miłosierdzie Boga jest większe niż każdy grzech.

    Podsumowując, koronka do Bożego Miłosierdzia jest modlitwą głęboko chrystologiczną i jednocześnie skierowaną do Boga Ojca. Uczy nas, że źródłem wszelkiej nadziei jest męka i ofiara Jezusa Chrystusa. Przez tę modlitwę wierzący staje przed Ojcem nie z własnymi zasługami, lecz z największym darem – ofiarą Jego Syna – i z ufnością prosi o miłosierdzie dla siebie i całego świata.


  • Jakie jest znaczenie Święta Miłosierdzia Bożego?

    Święto Miłosierdzia Bożego jest jedną z najważniejszych form kultu Bożego Miłosierdzia, przekazanych przez Jezusa za pośrednictwem św. Faustyny Kowalskiej. Stanowi ono szczególne zaproszenie dla całego Kościoła, aby jeszcze głębiej odkryć miłość Boga.

    Jezus wskazał, że ma być ono obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nie jest to przypadkowy wybór. Ten dzień kończy oktawę Zmartwychwstania Pańskiego, a więc czas, w którym Kościół szczególnie rozważa zwycięstwo Jezusa nad grzechem i śmiercią. Miłosierdzie Boże objawia się najpełniej właśnie w tajemnicy paschalnej – w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Według zapisków św. Faustyny Jezus wielokrotnie wyrażał pragnienie ustanowienia tego święta. Mówił, że pragnie, aby w tym dniu ludzie mogli w sposób szczególny zanurzyć się w Jego miłosierdziu. Podkreślał także, że jest to dzień wielkich łask dla całego świata. Szczególnie ważna jest obietnica związana z tym świętem: kto w tym dniu przystąpi do spowiedzi i Komunii Świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. Jest to dar niezwykły, porównywany do łaski chrztu świętego, ponieważ oznacza całkowite oczyszczenie duszy. Święto Miłosierdzia jest więc dniem nadziei dla każdego człowieka, zwłaszcza dla tych, którzy czują się obciążeni grzechem lub oddaleni od Boga. Jezus podkreślał, że w tym dniu „otwarte są wszystkie upusty Boże”, a więc każdy może zaczerpnąć z Jego łaski bez miary. Warunkiem jest jednak ufność i otwarte serce.

    To święto zostało oficjalnie wprowadzone do liturgii Kościoła przez św. Jan Paweł II w roku 2000, w dniu kanonizacji św. Faustyny. Papież ten, który sam głęboko przeżywał tajemnicę Bożego miłosierdzia, pragnął, aby orędzie przekazane przez Faustynę dotarło do całego świata. Dzięki jego decyzji Święto Miłosierdzia stało się dniem obchodzonym w całym Kościele.

    Święto Miłosierdzia uczy nas postawy ufności. Bez niej trudno przyjąć Boże dary. Człowiek często wątpi, boi się lub nie wierzy, że może otrzymać przebaczenie. Tymczasem Jezus przypomina, że Jego miłosierdzie jest większe niż każdy grzech i każda słabość. Patrząc na sens tego święta, można powiedzieć, że jest ono szczególnym momentem spotkania człowieka z Bogiem. To dzień, w którym Jezus w sposób wyjątkowy pochyla się nad ludzką biedą i zaprasza każdego do swojego serca. A odpowiedzią człowieka powinno być jedno proste, ale bardzo głębokie wyznanie: „Jezu, ufam Tobie”.


  • Jak interpretować tło wizerunku Jezusa Miłosiernego?

    Tło obrazu Jezusa Miłosiernego w wersji wileńskiej, autorstwa Eugeniusz Kazimirowskiego, pomaga nam głębiej zrozumieć przesłanie całego wizerunku. Obraz posiada ciemne, jednolite tło. Nie ma tam żadnych szczegółów ani konkretnych detali. Ta prostota nie jest przypadkowa – kieruje naszą uwagę na Jezusa i ukazuje ważną prawdę o Jego działaniu w świecie.

    Na tle tej ciemności wyraźnie widać postać Jezusa, który kroczy w stronę człowieka. Nie stoi w miejscu ani nie jest daleki – idzie, zbliża się, wychodzi naprzeciw. To bardzo ważny znak: Bóg nie czeka, aż człowiek sam do Niego przyjdzie, ale pierwszy podejmuje inicjatywę. Wchodzi w ludzkie życie, nawet wtedy, gdy jest ono pełne trudności, grzechu czy zagubienia. Ciemne tło można rozumieć jako symbol mroków życia: lęku, cierpienia, niepewności, a także grzechu. Każdy człowiek doświadcza takich momentów, kiedy wszystko wydaje się trudne i niezrozumiałe. Właśnie w taką rzeczywistość wchodzi Jezus. Na tle ciemności Jego postać staje się jak światło – jasna, spokojna i pełna pokoju. Promienie wychodzące z Jego serca jeszcze bardziej podkreślają, że przynosi On łaskę, która rozprasza mrok.

    To przesłanie obrazu znajduje potwierdzenie w słowach Pisma Świętego. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Te słowa doskonale oddają sens obrazu. Jezus nie tylko mówi o świetle – On sam jest światłem, które prowadzi człowieka przez ciemności życia. Kto Mu zaufa, nie pozostaje sam w swoich trudnościach. Warto także zauważyć, że brak konkretnego tła oznacza, iż Jezus przychodzi do każdego człowieka – niezależnie od miejsca i czasu. Nie jest związany z jednym środowiskiem. Jego miłosierdzie jest uniwersalne. Każdy może zobaczyć w tym obrazie swoją własną historię i swoje życie.

    Wpatrując się w obraz i uwzględniając symbolikę poszczególnych jego elementów uczymy się kilku ważnych prawd. Po pierwsze, że Jezus przychodzi do człowieka pierwszy i nieustannie wychodzi mu naprzeciw. Po drugie, że nawet największe ciemności nie są w stanie zatrzymać Jego światła. Po trzecie, że każdy człowiek – bez względu na swoją sytuację – może spotkać Jezusa, który przynosi pokój i nadzieję. Patrząc na ten obraz, jesteśmy zaproszeni, aby zobaczyć w nim nie tylko piękny wizerunek, ale rzeczywistość naszego życia. Jezus idzie także do nas. Wchodzi w nasze codzienne sprawy, nasze trudności i nasze lęki. A jeśli pozwolimy Mu działać, Jego światło rozjaśni nawet najciemniejsze miejsca naszego serca.


  • Jak należy rozumieć słowa: Jezu Ufam Tobie?

    Podpis „Jezu, ufam Tobie” umieszczony na obrazie Jezusa Miłosiernego nie jest jedynie dodatkiem czy pobożnym hasłem. Stanowi on istotną część całego orędzia o Bożym miłosierdziu, jakie Jezus przekazał przez św. Faustynę Kowalską. Już podczas pierwszego objawienia Jezus wyraźnie zaznaczył, że obraz ma być opatrzony tym właśnie podpisem. Nie chodziło jednak tylko o same słowa, ale o głęboką postawę serca, jaką one wyrażają.

    W czasie powstawania obrazu w Wilnie ks. Michał Sopoćko zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby umieścić pod wizerunkiem bardziej uroczysty tytuł, na przykład „Chrystus, Król Miłosierdzia”. Była to propozycja teologicznie piękna i podniosła. Jednak Jezus pragnął, aby na obrazie znalazły się słowa proste i bliskie każdemu człowiekowi: „Jezu, ufam Tobie”. Tym samym wskazał, że najważniejsze nie jest tylko poznanie prawdy o Jego miłosierdziu, ale osobista odpowiedź człowieka – odpowiedź ufności. Podpis ten nie jest więc zwykłym napisem. Jest modlitwą. Jest aktem zawierzenia, który człowiek wypowiada wobec Boga. Można powiedzieć, że obraz Jezusa Miłosiernego pokazuje, jaki jest Bóg – pełen miłości i łaski – a podpis „Jezu, ufam Tobie” ukazuje, jaka powinna być odpowiedź człowieka.

    Warto zauważyć, że istota tego podpisu nie polega jedynie na dokładnym brzmieniu tych trzech słów. Chodzi o sens, jaki wyrażają. Dlatego można je oddać także innymi słowami, takimi jak: „Jezu, polegam na Tobie” czy „Jezu, całkowicie Ci się powierzam”. Najważniejsze jest to, aby w sercu człowieka była prawdziwa ufność i zawierzenie Bogu. Jednocześnie trzeba pamiętać, że orędzie o Bożym miłosierdziu jest skierowane do całego świata. Dlatego podpis ten nie jest związany tylko z jednym językiem czy narodem. Może być wypowiadany w każdym języku, bo jego przesłanie jest uniwersalne. Bóg pragnie, aby każdy człowiek – niezależnie od miejsca i kultury – mógł zwrócić się do Niego z ufnością.

    Słowa „Jezu, ufam Tobie” mają być także źródłem pociechy i pokoju, szczególnie dla tych, którzy cierpią, przeżywają trudności lub czują się zagubieni. W chwilach lęku i niepewności człowiek może powtarzać ten akt ufności, powierzając Jezusowi swoje życie. W tych prostych słowach kryje się wielka siła duchowa, ponieważ kierują one serce człowieka ku Bogu.

    Jednocześnie podpis ten przypomina, że ufność nie jest czymś łatwym ani oczywistym. Wymaga wiary, pokory i otwartości. Człowiek często chce polegać tylko na sobie, kontrolować swoje życie i mieć wszystko pod własną władzą. Tymczasem Jezus zaprasza do innej drogi – drogi zawierzenia, w której człowiek oddaje Bogu swoje troski, lęki i nadzieje. „Jezu, ufam Tobie” to nie tylko zdanie – to sposób życia. To droga, która prowadzi do pokoju serca, do doświadczenia Bożego miłosierdzia i do głębokiej relacji z Bogiem, który nigdy nie przestaje kochać człowieka.


Przewijanie do góry